Kosmos, głupcze!

Polski przemysł kosmiczny to jeszcze maleństwo, ale dzięki politycznemu wsparciu i entuzjazmowi twórców wkróce czeka go prawdziwy boom.

poland_can_into_space

Budowa instrumentów i mechanizmów dla sond międzyplanetarnych i sztucznych satelitów, tworzenie kosmicznego oprogramowania, analiza zebranych z orbity danych, wreszcie prace nad własnymi satelitami i technologiami rakietowymi (mamy tu pewne tradycje), a nawet symulowane misje załogowe – tym wszystkim zajmują się firmy rodzącego się polskiego sektora kosmicznego. Serio.

Polska późno, bo pod koniec 2012 roku, dołączyła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) i jako jeden z ostatnich krajów UE powołała swoją własną agencję. Otworzyło to firmom znad Wisły drogę w przestworza. Jest o co walczyć – globalne obroty sektora w 2014 roku osiągnęły 330 mld dolarów. Polacy nie zostaną od razu potentatami, ale branża obiecuje, że zatrudni kilka tysięcy osób, wypracuje standardy i technologie przydatne również na Ziemi.

Na całym świecie prywatni inwestorzy ciągną w kosmos, a posiadanie własnych satelitów stało się standardem nawet dla niezamożnych krajów – mają je takie państwa jak Azerbejdżan, Pakistan czy Bangladesz. Polscy decydenci to zauważyli, nareszcie uwierzyli, że rynek kosmiczny nie jest bytem ze świata fantastyki naukowej i sypnęli groszem. Rząd chce zwiększyć składkę do ESA, wspierać prywatne kosmiczne start-upy, utworzyć dla nich inkubator przedsiębiorczości i fundować programy stażowe. Jeszcze w tym roku ma być gotowa polska strategia kosmiczna, później – krajowy program kosmiczny. Ta branża bardzo długo nie miała w Polsce zbyt dobrej prasy – w najlepszym wypadku opisywano ją jako coś niepoważnego, w najgorszym – odmawiano prawa do istnienia. Właśnie się to zmienia.

W ciągu paru lat liczba naszych firm zainteresowanych udziałem w przetargach ESA wzrosła z niespełna 50 do ponad 300. Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego zrzesza ok. 40 przedsiębiorstw i instytucji. Nie wszystkie zajmują się wyłącznie działalnością kosmiczną. Niektóre są związane z przemysłem lotniczym, obronnym, produkują urządzenia optyczne i dostarczają rozwiązań IT. Prym wiodą instytucje publiczne, ale ich dawni pracownicy zaczęli zakładać własne firmy. Gros dochodów stanowią zamówienia publiczne: przede wszystkim z mającej największe możliwości Europejskiej Agencji Ksmicznej, ale również granty z polskich instytucji rządowych. W przyszłości coraz większe znaczenie mogą mieć zamówienia wojskowe, a prywatnych firm będzie przybywało.

Rozwój sektora kosmicznego to dobra wiadomość z jeszcze jednego powodu: pomoże w promocji gospodarki bazującej na innowacjach i wiedzy, zamiast tej opartej na biedzie i niskich kosztach pracy.

Wszystko wskazuje na to, że motyw „Poland cannot into space” ze znanej serii memów „Polandball” ostatecznie przechodzi do historii. Czerwono-biała piłeczka, trwale niezdolna do opuszczenia Ziemi, była zabawna, ale jak pokazuje przykład gry „Polandball: Can into Space!”,  jej przygody w kosmosie mogą być równie zajmujące. Być może serię da się wykorzystać do propagowania osiągnięć polskich inżynierów, którzy wysłali już na orbitę pierwsze satelity, a ich sprzęt bierze lub weźmie udział m.in. w misjach na Marsa, w okolice Merkurego, Jowisza i do jednej z komet. Ambicje są zresztą większe i obejmują budowę orbitalnych maszyn, opracowywanie nowych technologii i szkolenie ludzi, którzy być może kiedyś wezmą udział w europejskim programie załogowym. Oby polecieli wysoko!

Więcej na ten temat 7 listopada – w moim materiale dla Bloomberg Businessweek Polska.

© Tomasz Augustyniak, 2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s