Guru 2.0

Otwierają uczelnie, stylizują się na gwiazdy rocka, występują w filmach i telewizji, sprzedają kursy jogi, płatki śniadaniowe i szampony. Jak indyjscy przywódcy duchowi stają się globalnymi biznesmenami?

Ubrany w szafranową szatę Baba Ramdev oprowadza gości po swojej fabryce w stanie Uttarakhand. Pokazuje magazyny z mąką, hale, w których przetwarza się owoce oraz zbiorniki wody. „Tutaj produkuje się najtańsze i najlepsze jedzenie w Indiach” – mówi z przekonaniem. Strażnicy salutują, otwierając mu bramę. Bosonogi guru składa dłonie w pozdrowieniu. Tak wygląda film promocyjny jego Patanjali Ayurved, najszybciej rozwijającej się w Indiach firmy wytwarzającej dobra konsumpcyjne, sprzedającej niemal wszystko, od herbatników po mydło.

Przedsiębiorstwo jest symbolem nowego trendu. Mieszkańcy Indii ze spirytualizmu przestawiają się na konsumpcjonizm, a tamtejsi przywódcy duchowi są w awangardzie zmian.  Po latach mało dochodowego uzdrawiania, nieco bardziej opłacalnego naciągania wiernych na dotacje i eksperymentowania ze sprzedażą ajurwedyjskich specyfików, wypływają na szerokie wody biznesu. Po raz pierwszy w historii osobiście promują swoje firmy, a określenie „duchowy supermarket” zyskuje nowe, bardziej dosłowne, znaczenie.

Większość z nich jest już po pięćdziesiątce. Zdążyli się nauczyć, jak działa wolny rynek. W odróżnieniu od wędrownych sadhu, którzy medytują w Himalajach i śpią w jaskiniach, nowa generacja guru żyje i działa w miastach. Wiedzą, że w metropoliach łatwiej zdobyć popularność i pieniądze. Ich dotąd niedoścignionym wzorem jest zmarły w 2011 roku Sathya Sai Baba, który zostawił po sobie imperium warte miliardy. Idą w jego ślady.

    Przedsiębiorczy duchowni

Baba Ramdev jest synem niepiśmiennych rolników z północy Indii. W młodości studiował jogę, szybko zaczął uczyć innych i wyspecjalizował się w medycynie tradycyjnej. W latach 90. założył w Haridwarze nad Gangesem aptekę. Dziś sprzedaje tanie suplementy oraz leki na zaćmę, jaskrę, kataraktę, zaparcia, marskość wątroby, cukrzycę, padaczkę, przepuklinę, bezpłodność, ból kolan i brak miesiączki. Najdroższy (ponad dwa tysiące rupii) jest zestaw na raka, zawierający m.in. krowi mocz i liście bazylii. Baba Ramdev sprzedaje też książki, instruktażowe filmy i nagrania terapeutyczne.

Popularność przyniosło mu nauczanie jogi w religijnej stacji telewizyjnej Aastha. Szybko zdobył wyznawców i postanowił wykorzystać to w biznesie. Wkrótce wraz ze wspólnikiem kupili okazyjnie wiele ton agrestu, na który nie było innych nabywców, i wyprodukowali sok, który Ramdev zachwalał podczas swoich kazań. Tak narodziła się firma Patanjali Ayurved. Trzy lata później, m.in. dzięki datkom wiernych, powstał Instytut Patanjali Yogpeeth popularyzujący jogę. Pierwszy oddział wraz z centrum jogi i medytacji został założony na prywatnej wyspie w Szkocji kupionej przez dwójkę bogatych wyznawców. Kolejne otworzono w USA, Kanadzie, Nepalu i na Mauritiusie. Wszystkie oferują płatne kursy i oczekują datków. Tymczasem Patanjali produkuje już setki wyrobów ziołowych i organicznych, w tym kosmetyki, środki czystości i jedzenie. Można je kupić w sieci sklepów lub w internecie. Firma zatrudnia 10 tys. pracowników i wyrasta na konkurencję dla międzynarodowych marek. Jak podaje dziennik „The Guardian”, w ub. roku zarobiła prawie 770 mln dolarów.

Sri Sri Ravi Shankar (nie mylić z noszącym to samo nazwisko twórcą indyjskiej muzyki klasycznej) pochodzi z południowego stanu Tamil Nadu. Jest założycielem Fundacji Sztuka Życia (Art of Living Foundation), której komercyjne ramię Sri Sri Ayurveda prowadzi 600 sklepów firmowanych przez Shankara. Oferuje suplementy diety, tabletki na cukrzycę, uzdrawiającą herbatę, kosmetyki, wkrótce zacznie handlować także żywnością. Fundacja Sztuka Życia działa w 150 krajach (także w Polsce), oferując kursy jogi, medytacji, gotowania, warsztaty radzenia sobie ze stresem, kolonie i obozy dla dzieci. Święty mąż prowadzi też aśramy w Niemczech i Kanadzie. Przez lata zgromadził 370 mln wyznawców, skuszonych wizją świata bez przemocy. Od pięciu lat organizuje Światowy Festiwal Kultury, znany ze swojego rozmachu i bicia rekordów. Podczas pierwszej edycji w Berlinie wspólnie medytowało 70 tys. uczestników. Na kolejnych imprezach występowało tysiąc osób grających na sitarze, prawie trzy tysiące klasycznych śpiewaczek i ponad pięć tysięcy flecistów. Tegoroczny festiwal w Delhi zainaugurował indyjski premier, który otwarcie wspiera kaznodziejów. Podczas gdy on porównał wydarzenie  do największych uroczystości religijnych hinduizmu, ekolodzy załamywali ręce nad szkodami, jakie uczestnicy wyrządzili na brzegu rzeki Jamuny.

    Gurmeet Ram Rahim Singh działalność duchową uważa za niemniej ważną od kariery kompozytora, tekściarza i piosenkarza. Kilka lat temu wszedł w konflikt z wyznawcami sikhizmu po tym, jak w reklamie wystąpił w ubraniu przypominającym strój jednego z ojców założycieli tej religii. Wyznawcy czczą go jednak jak świętego, wielu twierdzi, że wyleczył ich z raka, hojnie łożą na jego szkoły i aśramy.

Do niedawna był znany tylko na północy Indii. Do narodowej świadomości przebił się dwoma filmami pt. „The Messenger of God” o przygodach dzielnego kaznodziei, który chce rozwiązać problemy świata. Singh sam wyreżyserował dzieło i zagrał główną rolę – na ekranie spuszcza lanie przeciwnikom, rzuca słoniami i jeździ imponującymi pojazdami. Rola przyniosła nauczycielowi olbrzymią popularność, jeszcze w tym roku na ekrany trafią więc kolejne filmy o brodatym duchownym.

Singh, który już wcześniejwydawał płyty z muzyką i kazaniami, pozazdrościł kolegom i zaczął sprzedawać  kosmetyki oraz żywność pod marką MSG. W filmiku promocyjnym swojej linii produktów, ubrany w dżinsy i bluzę, przyjmował kwiaty od kłaniających się mężczyzn. Siedząc na tronie ozdobionym malunkami muszli i delfinów opowiadał o wysokiej jakości swoich przypraw, herbatników, wody i żeli. Na razie jego wyroby sprzedają głównie drobni handlarze, ale Singh planuje otworzenie 200 sklepów franczyzowych w północnych Indiach.

    Dobre bo indyjskie

Klimat dla duchowego biznesu jest nad Gangesem bardzo dobry. Od dwóch lat Indiami rządzą nacjonalistyczni hinduiści, a duchowni reklamują swoje produkty jako „swadeśi” – czysto indyjskie. Guru podkreślają, że chcą stworzyć zdrowego człowieka i bogaty naród, zaś indyjskie pieniądze powinny  zostać w kraju zamiast wypływać do zagranicznych korporacji. Z kolei rząd intensywnie promuje jogę (powołał nawet ministerstwo do spraw medycyny i wiedzy tradycyjnej) i chętnie idzie duchownym na rękę. Zwłaszcza że ma u nich dług wdzięczności. Żaden nie wystąpił przeciwko rządzącej partii, a Baba Ramdev publicznie wsparł nacjonalistów, występując na wiecach z późniejszym premierem Modim.

Aleksandra Jaskólska z Centrum Badań nad Współczesnymi Indiami w Instytucie Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że rosnące znaczenie nacjonalistycznej Indyjskiej Partii Ludowej (Bharatiya Janata Party, BJP) ma kolosalne znaczenie dla wzrostu dochodów przewodników duchowych. Równie ważny jest jednak stosunek Indusów do wiary – ich wykształcenie czy pozycja społeczna są tu bez znaczenia. „Indusi są głęboko uduchowieni, niezależnie od tego, w co dokładnie wierzą. Dla wielu z nich guru są wielkimi autorytetami moralnymi, więc jeśli zachęcają do kupna jakiegoś towaru, to automatycznie zyskuje on nabywców” – wyjaśnia. To, czy zachwalany produkt naprawdę jest zdrowy albo ma jakieś metafizyczne walory schodzi wówczas na dalszy plan.

Choć lansowane przez guru tanie wyroby najpierw kupowali wyznawcy, to w końcu zyskały masową popularność. „Udało nam się zmienić powszechne przekonanie, że jeśli produkt zrobiła zagraniczna firma, to musi być dobry, a jeśli jest tani i indyjski, to na pewno złej jakości” – powiedział Acharya Balkrishna, wspólnik Baby Ramdeva, dziennikowi „Washington Post”. Nic dziwnego, że do podziału tortu jest coraz więcej chętnych, także organizacji religijnych, które jeszcze kilkanaście lat temu działały na mniejszą skalę. Aurobindo Aśram z Tamil Nadu sprzedaje kadzidła, mydło, świece, perfumy i meble. Pod marką „Amrut” organizacja BAPS oferuje wyroby zdrowotne, Fundacja Isha mistyka Jaggi Vasudeva sprzedaje żywność i kosmetyki, a Mata Amritanandamayi, znana też jako Przytulająca Święta zarabia na telewizji satelitarnej Amrita TV, prywatnych szkołach wyższych i szpitalach. „Po otwarciu indyjskiego rynku w 1991 roku do kraju zaczęło napływać więcej zachodnich wzorców. Guru zrozumieli wtedy, że mogą zarabiać jeszcze lepiej” – mówi Aleksandra Jaskólska.

    Jakość prosto ze świątyni

Większości wiernych nie przeszkadza, że ich religijni przywódcy czerpią dochody z biznesu. Wręcz przeciwnie – ich olbrzymie majątki to dowód, że guru rzeczywiście są pod opieką sił wyższych. Zdarzają się jednak wyjątki.

Mala, nauczycielka z Delhi, jest wyznawczynią Shirdi Sai Baby – zmarłego przed stu laty popularnego ascety, którego nigdy nie skusiły dobra doczesne. Wobec jego następców jest podejrzliwa. „Niewielu guru jest autentycznych, każdy ma jakieś ukryte motywy. Jeśli ludzie składają datki swoim nauczycielom, to w porządku. Ale nie godzę się na robienie z religii biznesu” – mówi. Niedaleko jej domu jest nieduży sklep firmy Patanjali. Mala przyznaje, że kupuje tam masło, żel aloesowy, mydło i lekarstwa. Towary firmowane twarzami guru traktuje jednak jak wszystkie inne i przede wszystkim zwraca uwagę na ich jakość. „Produkty Ramdeva są po prostu niezłe” – kwituje. Aby utwierdzić w tym przekonaniu innych nabywców Patanjali zatrudniła znane agencje reklamowe, stając się jedną z najczęściej promowanych marek. Baba Ramdev często pojawia się w telewizyjnych programach rozrywkowych, a w swoim logo wykorzystuje święty dla hindusów symbol „Om”.

W zatłoczonych indyjskich metropoliach powszechnie mówi się o powrocie do tradycyjnego stylu życia, który ma chronić przed cukrzycą czy wysokim cholesterolem. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę ze szkodliwości środków chemicznych dodawanych do jedzenia. Popularne stały się marki ekologiczne, które dotąd były drogie. „Indyjscy konsumenci stają się bardziej świadomi. Zaczynają kwestionować to, co słyszą w reklamach” – mówi Devangshu Dutta, szef firmy konsultingowej Third Eyesight z Delhi. „Dotyczy to także zdrowia, jakości składników, wpływu produkcji na środowisko i stosunku ceny do jakości. Nauczyciele filozofii i praktyk takich jak joga stanowią w oczach ludzi gwarancję, że produkt jest zdrowy i wyprodukowany z poszanowaniem indyjskich wartości”.

Rosnącą grupą odbiorców tych eko-marek są członkowie indyjskiej diaspory na Zachodzie, tacy jak Paras Bhardwaj, który rok temu przeprowadził się do Warszawy. „Kupuję produkty Patanjali przez internet. Po pierwsze są dobrej jakości, a po drugie wspieram kulturę, która za nimi stoi” – tłumaczy. Nic dziwnego, że wszyscy liczący się w biznesie duchowni planują globalną ofensywę. Jeśli chcą odnieść sukces na Zachodzie, muszą adaptować się do nowych warunków, podpisywać umowy z największymi sieciami sprzedaży i postawić na strategiczne zarządzanie. Ale nawet gdyby ich wyroby kupowali wyłącznie rodacy, to i tak będą opływać w dostatek. Dziś nad Gangesem  mieszka ponad miliard ludzi, a za sześć lat Indie staną się najludniejszym krajem świata. O taki rynek nawet wysłannikom bogów opłaca się walczyć.

    Nie tacy święciBogaci hinduscy guru mają wiele na sumieniu?

Bywali oskarżani o nadużycia finansowe, seksualne, a nawet morderstwa. Wiele zarzutów trudno zweryfikować, bo przewodnicy duchowi mają zawistnych wrogów, a wykształcone elity uznają ich nauki za przejaw zabobonu i zacofania. Tymczasem wyznawcy stają za swoimi guru murem, a ich popularność nie maleje.

* Swami Nithyananda – wymieniany wśród najbardziej wpływowych przywódców religijnych na świecie. Autor ponad 300 książek przetłumaczonych na 30 języków. Prowadzi kanał na YouTube, ma ok. 10 mln wyznawców, uczy seksu tantrycznego. W 2012 roku oskarżono go o gwałt i trafił do aresztu, ale nie został skazany.

* Asaram Bapu ma 400 aśramów i 20 mln wyznawców. Jego firmy zarabiają 200 mln zł rocznie. W 2014 roku Bapu został aresztowany, oskarżony o molestowanie 16-latki, jest zamieszany w tajemnicze zabójstwo dwóch chłopców, zarzuca mu się też nielegalne zajęcie ziemi. Siedzi w więzieniu.

* Radhe Maa – kaznodziejka z Pendżabu podająca się za wcielenie bogini Durgi. Znana z wystawnego stylu życia, oskarżana o oszustwa, przekupstwo, podżeganie do przestępstw, obrazę moralności i organizację orgii.

* Mata Amritanandamayi – ma szpitale, szkoły wyższe i stację telewizyjną Amrita TV. Jej była uczennica napisała w książce, że święta przekształciła religijną wspólnotę w firmę, a datki od wiernych oddawała krewnym.

* Baba Ramdev – dokonywał malwersacji finansowych i uchylał się od płacenia podatków, odbierał rolnikom ziemię, używał do produkcji leków ludzkich i zwierzęcych kości. Na spotkaniu faszyzującej organizacji RSS Ramdev powiedział, że tylko prawo powstrzymuje go przed obcinaniem głów tym, którzy nie czczą Matki Indii.

 

© Tomasz Augustyniak, 2016.

Reklamy

One thought on “Guru 2.0

  1. Pingback: Guru 2.0 – Monsunowe Historie

Możliwość komentowania jest wyłączona.