Jak się pracuje w Indiach?

Oprócz tego, że jesteś cenionym specjalistą, ważne, a może ważniejsze, dla twoich współpracowników jest to, że jesteś po prostu dobrym człowiekiem – opowiadam w wywiadzie dla portalu Dziennik.pl

W Indiach bardzo ceni się bliskie, nieformalne relacje i dotyczy to również spraw zawodowych. Dorota Kalinowska z Dziennik.pl zapytała mnie o doświadczenia z indyjskimi firmami i wyciągnęła ze mnie rzeczy, o których sam bym pewnie nie pomyślał.

Indie to bardzo duży kraj – ponad miliardowy – w którym łatwo zostać oszukanym i okradzionym, a prywatne relacje mają być tą najlepszą gwarancją bezpieczeństwa.

Stąd też duże kulturowe przyzwolenie na pracę bez umowy czy wręczanie pieniędzy pod stołem. Indusi pracują ciężko, a większość nie może liczyć na żadne zabezpieczenia socjalne czy ubezpieczenie zdrowotne. Wyjątkiem są pracownicy sektora publicznego, dlatego tzw. government jobs są uważane za najpewniejsze.

Jak się okazuje, w pracy w indyjskiej firmie – i to niezależnie od sektora – znaczenie mają nie tylko słowa, ale również gesty.

O ile my potrafimy kiwać głową w przód i w tył, albo kręcić szyją w prawo i w lewo, o tyle oni mają jeszcze jedną umiejętność: kiwanie głową na boki. Z początku czujesz się niepewnie, nie wiesz, czy to oznaka aprobaty czy wręcz przeciwnie, coś jakby nasze powątpiewanie, czy zastanowienie. Pamiętam np. jak zaproponowałem szefowi na początku pracy kilka tematów. Opowiadam mu o nich, a on tylko marszczy twarz i kreci głową, myślę – niedobrze, odrzuci pomysł. Ale nie. Szef w tym samym momencie mówi: „Tomek, chłopie, jasne, że to robisz. Świetny temat”. Dopiero potem zauważasz, że to kiwanie jest powszechne, sklepikarze, kelnerzy, kierowcy, rodziny podczas posiłku…

Rozmawialiśmy też o zasadach ubierania się do biura.

Miałem tylko jedną koleżankę, która codziennie przychodziła w sari, bardzo pięknym zresztą, bo dla niej to był strój formalny – i za taki jest też powszechnie uznawany, podobnie jak kurta, czyli rodzaj koszuli, raczej z długim niż z krótkim rękawem, rozciętej z boku, sięgającej połowy ud. Zakłada ją zarówno mężczyzna, jak i kobieta, przy czym kobiece wersje są bogato zdobione.

O tym, dlaczego z szefem nie da się pójść na obiad, gdzie lepiej nie przytulać znajomych, co można kupić w autobusie i jeszcze więcej o kulturze pracy nad Gangesem w rozmowie z Dorotą Kalinowską na Dziennik.pl.

Reklamy