Gwałt na ekranie

Indyjskie władze nie zgadzają się na pokazywanie w swoim kraju brytyjskiego filmu o gwałcie na studentce w Delhi. Chcą w ten sposób zapobiec masowym protestom przeciwko przemocy wobec kobiet, ale dyskusji na ten temat nie mogą zakazać.

Dyskusja o atakach na kobiety rozpoczęta w grudniu 2012 roku nigdy się na dobre nie zakończyła. Jak mówią tutejsi komentatorzy, to jedyny pozytywny efekt gwałtu na delhijskiej studentce, która po swojej śmierci stała się symbolem walki o równe traktowanie. Brytyjski dokument „India’s Daughter”, którego autorce udało się dotrzeć do przebywających w więzieniu oprawców, jest kolejnym głosem w tej dyskusji i pokazuje stan umysłów wielu indyjskich mężczyzn.

Podczas wywiadu jeden ze skazanych na śmierć gwałcicieli wyraża szczere zdziwienie, że sprawa została tak „rozdmuchana”. Mukesh Singh sugeruje, że gwałt to naturalne prawo każdego mężczyzny. Niewłaściwie zachowującej się dziewczynie, która wracała z wieczornego filmu w towarzystwie mężczyzny, rzeba było dać nauczkę, więc w gruncie rzeczy nic szczególnego się nie wydarzyło. To postawa, którą trudno zrozumieć, ale w Delhi mało kogo dziwi. Wielu indyjskich mężczyzn i wiele kobiet wychowało się w patriarchalnych społecznościach, w których córki są traktowane raczej jak kłopotliwa własność rodziny, niż jak pełnoprawne osoby.

Sprawa zbiorowego gwałtu, który wywołał w Indiach ogólnokrajowe poruszenie ma drugie dno. Wydarzenie spowodowało tak duży oddźwięk, bo ofiara pasowała do modelu dziewczyny z klasy średniej. Sędzia podkreślił, że to sprawa „najrzadsza z rzadkich”, ale to nieprawda. Znacznie brutalniejsze gwałty doczekały się najwyżej krótkich wzmianek w prasie, a wielu sprawców nadal jest na wolności tylko dlatego, że ofiary były biedne i należały do niskich kast. Dzięki gwałtowi z 2012 roku częściej mogą jednak liczyć na sprawiedliwość. Kiedy kilka miesięcy później zaczynałem pracę w dużym indyjskim dzienniku, niemal codziennie redagowałem artykuły na temat gwałtów. Niektóre były krótkimi notatkami, a dotyczyły kilku takich wydarzeń w zaledwie jednym stanie. Chociaż większość ataków na kobiety nadal nie trafia na łamy gazet i ekrany telewizorów, to dziś ich ofiary mogą żywić nadzieję, że sprawcy zostaną ukarani. O sprawie ciągle jest w Indiach głośno, ale dyskusja powinna być tylko wstępem do tworzenia programów edukacyjnych i kampanii zwalczających przemoc wobec kobiet. Problem można rozwiązać tylko dzięki długoterminowym, konsekwentnym działaniom.

Więcej o filmie „India’s Daughter” i gwałtach w kraju świętych krów w moim krótkim tekście na portalu Wirtualna Polska.

© Tomasz Augustyniak, 2015

Advertisements