Syrenka w sari

Warszawa i Kraków promują się w indyjskim kinie, a efekty mają być widoczne w ciągu miesięcy. Gra toczy się nie tylko o serca, ale i o portfele miłośników Bollywood.

bloombergbiz

Promocja w indyjskim kinie naprawdę działa. Przekonują się o tym Hiszpanie, których egzotyczni turyści ratują swoimi wymienianymi na euro rupiami w chudych, kryzysowych latach. Polscy turyści nad Gangesem ze zdziwieniem dowiadują od przechodniów, że Warszawa to fantastyczne miasto i koniecznie trzeba je odwiedzić. W obu wypadkach dzieje się tak dzięki ultra popularnych filmom. „Kick” z gwiazdorem Salmanem Khanem nie zdobył wprawdzie uznania krytyków, ale publiczność powalił na kolana. Przy budżecie wielkości przeszło miliarda rupii (50 mln złotych) w parę weekendów zarobił cztery razy więcej. Warszawa jest w nim pochmurnym, ale eleganckim tłem wydarzeń. Sensacyjne perypetie bohaterów rozgrywają się na jej ulicach i mostach, w pociągu i kawiarni.

Przemysł filmowy to klucz do serc potencjalnych indyjskich turystów, którzy chętnie odwiedzają miejsca oglądane na srebrnym ekranie. To za jego pośrednictwem z powodzeniem kuszą ich Szwajcarzy czy Brytyjczycy. Żeby Polacy mogli to robić to równie skutecznie, potrzebne są zachęty finansowe, instytucje ułatwiające pracę filmowcom i stała obecność w Indiach. Na razie trwają rozmowy filmowców i producentów z obu krajów, a w przyszłym roku widzowie w Delhi, Kalkucie czy Bombaju będą mogli podziwiać w kinach Kraków. Nakręcona tam komedia „Bangistan” ma pokazywać przygody dwóch niedoszłych terrorystów przy okazji promując otwartość i tolerancję.

O szansach Polski u indyjskich filmowców w moim materiale „Syrenka w sari” w Bloomberg Businessweek Polska
O nakręconym nad Wisłą hicie „Kick” pisałem w tekście „Warszawa nad Gangesem” w tygodniku Wprost

© Tomasz Augustyniak, 2014

Advertisements