Rzeczpospolita kosmiczna

RzeczpospolitasatelitarnaKiedy cztery lata temu zacząłem się zajmować tematem, nikt nie wierzył, że to się może udać. O planach budowy polskich satelitów mało kto słyszał, politycy śmiali się w głos na sam dźwięk słowa „komos”, a urzędniczki w Ministerstwie Gospodarki zajmujące się orbitalnym sektorem były pogardliwie nazywane kosmitkami.

Od tamtej pory sporo się w Polsce zmieniło. Dziś nie tylko jesteśmy członkiem Europejskiej Agencji Kosmicznej. Na Wisłą udało się zbudować już trzy kompletne satelity (dwa wystrzelono na orbitę) i trwają prace nad kolejnymi. Polskie firmy dostały kontrakty na budowę urządzeń dla ESA i lada chwila zaczną na tym zarabiać, a kolejny europejski konkurs właśnie rusza. Magia pieniędzy zadziałała, bo do powstałego pod koniec 2012 roku Związku Pracodawców Sektora Kosmicznego ciągle przystępują nowe firmy.

Nasze przedsiębiorstwa i instytucje badawcze od dawna miały już doświadczenie w budowaniu kosmicznego sprzętu, ale dzięki decyzji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które na satelitarny projekt BRITE-PL przeznaczyło 14,2 mln złotych, wskoczyliśmy na kolejny poziom. Polscy inżynierowie są już nie tylko podwykonawcami – potrafią od montować kompletne kosmiczne maszyny.

W przyszłym roku ma powstać narodowa agencja kosmiczna POLSA. Wprawdzie będzie miała śmiesznie niski budżet, a na początku zajmie się pewnie głównie przygotowywaniem raportów i pilnowaniem, żeby europejskie pieniądze płynęły do nas szerokim strumieniem, ale decyzja o jej utworzeniu świadczy o przełomowych zmianach w mentalności polityków. Dali się przekonać, że kosmos jednak nam nie uciekł i są świadomi, że nie tylko w zbiurokratyzowanej do granic możliwości ESA jest nasza szansa. Doświadczenie zdobyte przy europejskich projektach można wykorzystać do realizowania narodowego programu kosmicznego.

Takie programy to nie tylko zachcianki najbogatszych. Orbitalne urządzenia – głównie obserwacyjne i telekomunikacyjne – mają tak niezamożne kraje jak Nigeria i Kolumbia. Era kosmosu dla wybranych dobiegła końca zupełnie niedawno i łatwo było to wydarzenie przeoczyć. Postęp dokonywał się zresztą ewolucyjnie – agencje kosmiczne światowych mocarstw zaczęły powoli ustępować miejsca prywatnym firmom, a poza Ziemię ruszali gracze, którzy wcześniej nie mogli sobie na to pozwolić. W rezultacie własne programy kosmiczne mają kraje rozwijające się i takie, które nie mogą się powoływać na długie tradycje pozaziemskich badań.

Posiadanie orbitalnej floty nowoczesnych urządzeń nie jest więc fanaberią, a w niektórych sytuacjach staje się koniecznością. Już raz, nie z własnej winy, zaprzepaściliśmy szansę rozwijania technologii kosmicznych. Drugi raz nie możemy sobie na to pozwolić. Ten, kto ciągle twierdzi, że to fantastyka naukowa, powinien przyjrzeć się zastosowaniom satelitów w rolnictwie – do dokonywania precyzyjnych pomiarów pól i zasiewów, szacowania plonów, nawożenia i ochrony roślin. Zresztą nasi rolnicy już korzystają z takich technologii, tylko muszą za to płacić zagranicznym firmom. Satelity są również ważne z punktu widzenia obronności. Dobrej rozdzielczości kamera zawieszona kilkaset kilometrów nad Ziemią potrafi zdziałać cuda. Nie mając takiej do dyspozycji nasze służby muszą korzystać ze zdjęć satelitarnych kupowanych za granicą, ale nie wszystkie są w stanie dostać. Być może dlatego po rozum do głowy poszedł MON i ma przeznaczyć kilkaset milionów złotych na budowę satelitów obserwacyjno-wywiadowczych. W naszej sytuacji geopolitycznej nie możemy sobie pozwolić na bycie głuchymi i ślepymi.

Polecam mój artykuł „Rzeczpospolita satelitarna” w marcowym wydaniu miesięcznika Focus.

© Tomasz Augustyniak, 2014

Advertisements