I ty zostaniesz dziennikarzem

Dziennikarstwo obywatelskie to informowanie za darmo i w interesie społecznym. Dziennikarze amatorzy nie są konkurencją dla redakcji, ale często je inspirują.

Obrazek

Pierwszym internetowym serwisem informacyjnym, do którego mógł pisać każdy, był południowokoreański Ohmynews.com. Od czasu jego powstania w 2000 roku liczba portali tworzonych przez amatorów ciągle rośnie. Termin „citizen reporter”, a później „citizen journalism” wszedł na stałe do języka medioznawców. W portalach obywatelskich ludzie mogą decydować o doborze informacji, piszą więc o tym, co naprawdę ich interesuje. Mało jest tu polityki, a jeżeli się o niej wspomina, to w kontekście wydarzeń, które bezpośrednio dotyczą ludzi.
W Polsce w 2005 roku pojawiła się lokalna wersja Wikinews. Od tego czasu powstały u nas takie portale jak iThink.pl, Wiadomości24.pl,
Interia360, Alert24.pl czy Infotuba. Swoboda wyrażania poglądów, możliwość pisania o swoich pasjach, a przy okazji sposobność do dobrej zabawy – to wszystko stanowi o ogromnej sile dziennikarstwa obywatelskiego. – Obserwuję ludzi, którzy pracując przez kilka lat jako dziennikarze, wypalają się – mówi z przekonaniem Marcin Kosiński, szef redakcji Interia360. – Wierzę w ludzi z zewnątrz, którzy mają świeże podejście, własne zainteresowania i chce im się pokazać je innym – zapewnia.

Szybkość i znawstwo

Obywatele najczęściej są szybsi od reporterów. To oni są pierwsi na miejscu każdego wypadku samochodowego, byli też pierwsi podczas ataku na World Trade Center. Coraz więcej ludzi ma dostęp do dobrej jakości sprzętu rejestrującego dźwięk i obraz, którego ceny ciągle spadają. Potaniał też internet.
– Nie każdy może pracować w gazecie, ale każdy może teraz informować – tłumaczy Dorota Żuberek, redaktorka w serwisie Alert24.pl. Do redakcji konkurencyjnych Wiadomości24.pl dociera około 100 materiałów dziennie. To zarówno teksty informacyjne, relacje, jak i MMS-y. Są też filmy nagrywane telefonami komórkowymi i kamerami. Dla ludzi istotne mogą być rzeczy drobne – wycinka starych drzew, pojawienie się w mieście artysty, nagła zmiana pogody. Piszą o sprawach lokalnych, o tym, co ich cieszy albo denerwuje.
Zdarzają się specjaliści w swoich dziedzinach. – Opis przygotowań do pierwszego na Pomorzu przeszczepu serca nadesłał nam lekarz, który później dokonał zabiegu – opowiada z entuzjazmem Tomasz Kowalski, kierownik redakcji informacji Wiadomości24.pl i prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Obywatelskich. Piszą bezrobotni, nauczyciele, naukowcy, ale przede wszystkim studenci, młodzi ludzie. – Często dobrze wykształceni albo będący na najlepszej drodze do uzyskania takiego wykształcenia – mówi Kowalski.

Domorośli żurnaliści

Jakość i wiarygodność to jeden z największych problemów branży informacji. Dziennikarstwo obywatelskie w Polsce dopiero się narodziło, ale w środowisku już pojawiają się opinie, że to działalność nie najwyższych lotów. – Kierunek jego rozwoju może dziwić i niepokoić – potwierdza medioznawca profesor Wiesław Godzic. – Dziennikarze obywatelscy próbują pokazywać niedostatki dziennikarstwa głównego nurtu i grać rolę superrecenzentów. Obawiam się tylko, że nie mają do tego wystarczających umiejętności. To tak, jakby kompetencje lekarzy specjalistów oceniali ludzie z ulicy – ironizuje. Z drugiej strony przyznaje, że takie oceny mogą być interesujące, bo wychodzą poza krąg znawców. Fakt, że jakość tekstów dostarczanych przez niezawodowców jest niska, potwierdzają szefowie największych portali w branży. By nadać materiałom właściwy kształt, zatrudniają po kilku redaktorów.
Poważnym problemem do rozwiązania pozostają wpadki polegające na wypuszczaniu nieprawdziwych newsów. – Dostaliśmy kiedyś wielką relację o tym, jak w Gdańsku zabezpieczono kopertę z wąglikiem – opowiada Dorota Żuberek. – Były w niej zdjęcia, wypowiedzi rzeczników. Koperta z napisem „wąglik” faktycznie istniała, byli też strażacy. Okazało się jednak, że wszystko to akcja artystyczna studentów ASP. Gdybyśmy podali tę wiadomość, mogłaby wybuchnąć panika – mówi. Oprócz niesprawdzonych informacji zdarzają się także plagiaty. – Sprawdzać, sprawdzać, sprawdzać – podaje receptę na błędy Tomasz Kowalski.

Kuźnia talentów

Wielu dziennikarzy obywatelskich wiąże swoją przyszłość z pracą w mediach, ale część ma krytyczny stosunek do tego zawodu. Mateuszowi, studentowi prawa, nie zawsze podoba się to, co widzi w telewizyjnych serwisach informacyjnych. Od kilku miesięcy pisze dla jednego z portali. -Tutaj mogę się dzielić sprawami, które interesują mnie i o których powinni wiedzieć też inni – mówi. Taka namiastka pracy jest wielką szansą dla osób poważnie myślących o dziennikarstwie, ale również okazją do wykazania się dla innych. – Dla mnie to raczej zabawa z odrobiną nauki -uśmiecha się Justyna, świeżo upieczona absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Amatorskie newsy pisze niezbyt często, raz na jakiś czas. – Zazwyczaj wtedy, gdy mam chęć wyrażenia swojej opinii na bieżące tematy – tłumaczy.

Amatorzy forsują własne zdanie, podają informacje odbiegające od tradycyjnych, które jednak bywają bezcenne dla lokalnych społeczności. Tak bardzo, że czasem fachowe redakcje bez ograniczeń korzystają z tego, co znajdą w portalach obywatelskich. – To koszmarny błąd dziennikarzy profesjonalnych – komentuje Wiesław Godzic. – Te teksty również podlegają prawu autorskiemu. Odpowiedzialne cytowanie wymaga wyczucia, kultury politycznej i humanistycznej – ocenia.
Rozwój dziennikarstwa obywatelskiego prowokuje pytanie, czy obecni twórcy mass mediów nie zostaną wkrótce bez pracy. Jednak zdaniem większości z nich redakcje pozostaną trzonem, a obywatele – ich uzupełnieniem. Podobnego zdania jest profesor Godzic. – Myślę, że te sfery będą się rozwijać równolegle – mówi. I dobrze, bo trudno sobie wyobrazić, by każdy piszący w sieci miał zostać dziennikarzem. Wielu jednak dopnie swego i w przyszłości znajdzie pracę w zawodowych redakcjach. Bo uczucie po publikacji pierwszego tekstu w gazecie to przyjemność nie do podrobienia.

Tekst opublikowany w miesięczniku Gazeta Studencka
© Tomasz Augustyniak, 2009

Reklamy